Marlon i ja

Marlon i ja

Marlon – bez wątpienia jeden z największych aktorów współczesnego kina – nagrywał taśmy, wiele godzin taśm z historiami intymnymi, zawodowymi, rodzinnymi…

Matka alkoholiczka i ojciec komiwojażer, poczucie odtrącenia, stopniowe nabieranie pewności siebie w zawodzie aktora… I mocne, dojrzałe, szczere “aktorstwo to hipokryzja”.

 

Twierdził, że wszyscy jesteśmy aktorami, że uczymy się tego już od dziecka. Nie był dla siebie zbyt pobłażliwy, jako aktor nieakceptowany przez ojca, “wszyscy udawaliśmy” kochającą rodzinę… Równocześnie odnosi wielki sukces, wspierany przez propagującą metodę Stanisławskiego aktorkę, która przepowiada mu olbrzymią karierę. Gra, kokietuje dziennikarki, i nie odmawia zachwyconym fankom. Owocem pierwszego małżeństwa jest syn, którego – jak sobie obiecuje – nigdy nie zostawi ojcu.

 

Błyskawiczna popularność nie onieśmiela go – oficjalnie – ale autentycznie niepokoi go fakt formowania się wielkich, histerycznych mas, i poczucie bycia niczym więcej niż przedmiotem (wyobraźni), zwierzęciem do oglądania na ulicy. Przegląda publikację o Tahiti; szybko okazuje się, że na miejscu jest piękniej, a ludzie lepsi – niż w jego Ameryce. Uwielbia ich ciepło, bezinteresowność, to, że nie są zepsuci “pragnieniem posiadania”. Z czasem na Tahiti zakłada rodzinę.

 

W międzyczasie kręci kolejne filmy – raz lepsze, raz gorsze. Z mroków hollywoodzkich słabizn wyciąga go “Ojciec Chrzestny”, a niedługo potem “Ostatnie tango w Paryżu”. Po tak długim czasie on – Marlon – wielka gwiazda – bierze udział w castingu, zdjęciach próbnych; w “Ostatnim tangu…” nie godzi się, by Bertolucci opowiedział o nim – a jednak – reżyser odkrywa jego duszę, a on się na niego obraża. Prywatność jest dla niego ważna, ale najważniejsza zdaje się być całkowita autonomia i tajemnica.

 

Uhonorowany Oscarem, wysyła przedstawicielkę Indian, która przemawia do zebranych gości; statuetki nie przyjmuje. Wychowuje dzieci, przeżywa zastrzelenie chłopaka córki przez syna, w końcu samobójstwo zrozpaczonej Cheyenne.

 

Brando, jakiego nie znamy – bo nie chciał dać się poznać – mówi, że “niektórzy śmiertelnie boją się miłości”… przyznaje, że jest neurotykiem, że zawsze czuł się bezwartościowy. Jest coś pięknego i poruszającego w wyznaniach – czasem podczas sesji terapeutycznych, czasem podczas autohipnozy – znanego aktora. Superprzystojny, czarujący, w młodości “maszyna”, wewnątrz człowiek, który wiele przeżył, lecz wciąż nie wiedział, nie był pewny…

 

Intymność opowiadanych historii podkreślają ujęcia kręcących się szpuli w taśmach magnetofonowych, puste wnętrza mieszkalne, senny głos Marlona, gdzieś, z offu, jakby z Drugiej Strony, zza kadru… refleksyjna narracja.
Recenzja luźna
Film uzupełniony jest fragmentami wywiadów, filmów, materiałów dziennikarskich, domowych videos z dziećmi
“Marlon Brando o sobie” – link do filmu

One thought on “Marlon i ja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *