O percepcji sztuki

O percepcji sztuki

Ukułam sobie ostatnio pewną teorię.

Wiecie, z teoriami różnie to bywa, ale gdy człowiek trochę pożył, popatrzył, posłuchał, a wreszcie – wykształcił się w jakimś kierunku, łatwiej mu. Po prostu.

Pomyślmy więc: Dlaczego ludzie nie interesują się sztuką?

Nie rozumieją jej? (chociaż to już jest odpowiedź 😉

Nie uczestniczą w życiu artystycznym? I wreszcie – nie kupują? (wątek poruszany był także w dziale About, polecam)


narodziła się, i super. całe życie przed nią 🙂

Kiedy chodziłam do przedszkola, ktoś uczył mnie poznawać cyfry i literki. W podstawówce doskonaliłam pisanie ćwicząc szlaczki, a potem całe znaki, w końcu składać wyrazy i zdania. Później uczono nas czytać; uczyć się na pamięć; recytować ze zrozumieniem, odgrywać scenki. Czyli interpretować, a na matematyce – logicznie wykorzystywać nabytą wiedzę, analizować zadania i opisywać je za pomocą liczb.

Z czasem człowiek wchodzi na kolejne poziomy; trudniejsze; analizuje teksty, omawia lektury, skrupulatnie wyszukuje środki wyrazu w wierszach. Pisze egzamin gimnazjalny, maturę. Wreszcie ma swoje zdanie, i potrafi je uargumentować, bezpośrednio odnosząc się do znanych mu przykładów w literaturze, do przykładów podanych przez egzaminatora lub interlokutora.


lektura najczęściej przerabiana

W szkole spędzamy 12 lat (dawny system z ogólniakiem). Uczymy się głównie języka polskiego, matmy, historii, geografii, trochę chemii i fizyki. Dużo się modlimy (też ważne, ale…) Podstawy wiedzy o świecie są przekazywane do głów chłonnych wiedzy (jakby nie było), dają pewną ogładę, umiejętność poruszania się w codziennym życiu.

W szkole jest też muzyka. I jest też plastyka. Niszowe przedmioty, „zapchajdziury”, godzinka tygodniowo? Więcej miałam wuefu, z którego zwalniałam się przez połowę liceum… Of course, niektórzy żyli wuefem (no nie potrafię sobie przypomnieć, ale na bank ktoś taki był ;), niektórzy żyli geografią, reszta jarała się teatrem, literaturą, historią (taka klasa, humanistyczno-teatralna). Nie było to w końcu liceum plastyczne, tylko zwykły ogólniak.

Ile jednak można nauczyć się w trakcie trwania 45-minutowej lekcji, raz w tygodniu? Niewiele, a przynajmniej nie tak wiele, ile się powinno. Na muzyce poznałam podstawy: nutki, klucz wiolinowy, śpiewaliśmy piosenki. Jakieś trójkąty, cymbałki 😉 Dziś nie znam się na muzyce, ale jest to dziedzina tak powszechna i ogólnodostępna – w końcu media, radio, wieczory przed komputerem 😉 – że z czasem moja wiedza TROCHĘ się poszerzyła. Ale wciąż jest bardzo amatorska.


takie zabawy tylko w podstawówce 😉

Na plastyce były ciekawe zadania, mnie to w każdym razie ciekawiło, lubiłam. Dowiedziałam się czegoś o sztuce dopiero w liceum, gdzie zajęcia z wiedzy o kulturze prowadziła kobita z opery; to zresztą tez znamienne, często nauczyciel jednej specjalizacji produkuje kolejnych kilka dyplomów, vide Pan artysta malarz w szkole na praktykach: uczył plastyki, muzyki, techniki i informatyki… Śmieszne to było. Ale Pan sympatyczny.

W każdym razie konkretna wiedza pojawiła się dopiero w szesnastym roku życia.

Póóźno.

Pytanie będzie więc retoryczne: czy można interpretować sztukę, nie znając podstaw? Nie mając doświadczenia w jej interpretacji? Czy można w ogóle ją lubić? No dobra, gdy w grę wchodzi malarstwo figuratywne, to jeszcze jest akceptacja… Ale nie daj Boże współczesna instalacja artystyczna – a w końcu żyjemy w s p ó ł c z e ś n i e i tworzą dla nas w s p ó ł c z e ś n i artyści – w najlepszym przypadku hejt. Niezrozumienie. W najgorszym prokuratura.


z “Pasją” o Nieznalskiej

Co w takim razie z wernisażami, wystawami, wydarzeniami artystycznymi? Chodzimy na koncerty, kupujemy bilety do kina, teatru, tańczymy, czytamy poważne gazety, książki. Sztuka kojarzy się masowemu odbiorcy z czymś udziwnionym, przeinterpretowanym, śmiesznym (często takie były reakcje moich rodziców po różnych wystawach… ja już nawet nie mam siły z nimi dyskutować 😉 Przyznaję, nie wszystko, co zamknięte za bramami galerii, jest dobre. Tak jak film czy inny tekst kultury, są rzeczy lepsze i gorsze. Może to po prostu lęk przed „niewłaściwym” odbiorem sztuki? Przed jej niezrozumieniem? Czyli, tak jakby, kłaniają się podstawy…?


Leonardo? brzyydal

A co z ostatnim pytaniem, ze świadomą konsumpcją sztuki, nabywaniem, osobistym obcowaniem w zaciszu czterech ścian? Społeczeństwo nie dość, że nie ma wyrobionych nawyków, porządnej wiedzy i potrzeb, jest cholernie biedne. Ludzie mają niskie aspiracje, a wyznacznikami statusu zdają się być ciuchy, smartfony, wypasione wakacje, samochód. Ostatnio modne są chyba ładne wnętrza (gustu nie nauczysz, ale możesz kogoś umeblować :/), jest nadzieja, że  z czasem zdobić je zaczną grafiki, obrazy, rzeźby.

Na początku tylko jedno dziełko.

Coś, co Ci się podoba.

Kupione u studenta, artysty albo w galerii (marże!)

Może z czasem… 😀

 

Zachęcam do odwiedzania wystaw, przeglądania artykułów i recenzji o sztuce. Samodzielnego poszerzania horyzontów. Nie zawsze jest to ciężki, fachowy język, a galerie są w większości bezpłatne. Muzea free w soboty. Obcowanie ze sztuką to nie obowiązek, a przyjemność. Tego właśnie Wam życzę 😉

 

źródła zdjęć:

http://eszkola.pl/img/galleries/thumb/home/Botticelli_Narodziny_Wenus.jpg

http://www.hurtowniaalkoholi.pl/photos/miniaturki/WCTAMF.jpg

http://www.sprzet-dyskotekowy.pl/pol_pl_Trojkat-552-Nino-16861_4.jpg

http://bi.gazeta.pl/im/2/7649/z7649482Q,Instalacja—Pasja—Doroty-Nieznalskiej.jpg

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/9c/Leonardo_da_Vinci_-_Study_of_a_Warrior%27s_Head_for_the_Battle_of_Anghiari_-_Google_Art_Project.jpg/800px-Leonardo_da_Vinci_-_Study_of_a_Warrior%27s_Head_for_the_Battle_of_Anghiari_-_Google_Art_Project.jpg

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *