Podróże artystyczne

Podróże artystyczne

Podróże kształcą. To fakt. Tani banał, który rozpala wyobraźnię w dzisiejszym globalnym świecie, w szaleństwie rozbuchanej konsumpcji, posiadania, nabywania, wyrzucania. Recykling przedmiotów i wrażeń przyprawia o zawrót głowy. Pogodziłam się z tym, jak również ze słynnym „żeby nie wypaść z obiegu” Baumana. Nie można wypaść. Bo nie. Bo nie wypada. Bo znaczy to, ze Cię nie ma, że nie istniejesz, nie jesteś widoczny dla nikogo, poza sobą samym. Strefa komfortu to obszar zarezerwowany dla serwisów społecznościowych i powierzchownych relacji ze znajomymi. Nie dla bliskich, szczerych rozmów, kultury i staromodnej ogłady. Kupuj, bywaj w knajpkach, baw się, korzystaj z życia! I ubieraj się modnie, koniecznie. A potem wrzuć to na fejsa.

Podobnie sprawa się ma z (okropne!) konsumowaniem podróży. Być, być, być. Zobaczyć. Cyknąć fotkę, selfie, ale nie spaść z klifu, może kontrowersyjne ujęcie z upolowanym słoniem. Być. Pokazać. Bezrefleksyjnie i szybko. Tanie podróże – chciałoby się rzec fast podróże – śmieciowe podróże. Tanimi lotami, busami, pociągami, na spółkę z kimś obcym, byle dalej, byle szybciej, byle zobaczyć. Tempo rezerwacji. Wyłapywanie okazji. Płatności przez Internet.

Nie potępiam, bo sama korzystam. Ale mierzi. Drażni relacja pomiędzy podejściem do podróży dawniej i dziś. Że egzotyka to nie egzotyka. Że nie ma miejsc, gdzie nie stąpał człowiek. Że nawet w dziewicze miejsca dociera zorganizowana turystyka, a tubylcy wciąż odgrywają swój żałosny spektakl. Bynajmniej nie za paciorki.

Zupełnie inaczej podchodzę do kwestii podróży artystycznych; to wyprawy, które odbywam ŚWIADOMIE, planuję ŚWIADOMIE, wreszcie rozmyślam i trawię. Po Bożemu, w swoim tempie.

 

podróże artystyczne

 

A jak się to wszystko odbywa? Na ogół tak:

Kiedy coś mnie zainteresuje, szukam możliwości jak najtańszego dojazdu i powrotu. Przeglądam strony ulubionych instytucji i galerii i szukam wystaw/wernisaży/wydarzeń w zbieżnych terminach. Wybieram weekend, szacuję finanse, stopień zainteresowania wybranymi eventami. Czas, bo trzeba doliczyć dojście, ogarnięcie transportu, obiad, inne zmienne. Debeściaki lądują na mojej krótkiej liście z informacją o godzinach otwarcia, ewentualnych biletach. Plan szkicuję w głowie.

Albo tak:

Jadę gdzieś i zapobiegawczo sprawdzam, co tam obecnie można zobaczyć. Albo i nie sprawdzam. Albo sprawdzam, a rzeczywistość mija się z planami. W każdym razie nic, co ciekawe, nie umknie mojej uwadze – jestem otwarta na to, co zainteresuje mnie na miejscu. I oglądam, i zwiedzam 😉

Uwaga:

W niektóre dni galerie i muzea są zamknięte (poniedziałki najczęściej). W niektóre – wstęp masz za friko. Czasami trzeba uważać na terminy – zmiana ekspozycji, puste sale, nic tu nie zobaczysz. Czasem warto wpasować się w wernisaż – za darmo coś, na co później pójdzie co najmniej dycha. I artyści. I publika. I warto patrzeć na wydarzenia towarzyszące wystawom. Oprowadzania kuratorskie. Spotkania. Pokazy filmów. Wtłaczać w grafik podróży.

 

A co mnie motywuje? Co może zmotywować Ciebie? Ciekawość. Sztuki w danym regionie, związku artystów, grupie twórczej. Pewnego konkretnego gatunku sztuki. Pewnej konkretnej wystawy – zbiorowej, indywidualnej, przekrojowej. Impuls po przeczytaniu recenzji, zobaczeniu plakatu na mieście, zajawki w Internecie, może jakaś opinia.

Podróże kształcą, to fakt, a może trochę banał. Podróże artystyczne dają do myślenia. Przyczyniają się do reinterpretacji własnej twórczości. Inspirują. Poszerzają świadomość artystyczną. Dają wiedzę, ogładę, możliwość nawiązania kontaktów. Dają wolność.

Polecam tą formę jako indywidualną lub współdzieloną z innymi opcjami spędzania czasu. W innym kraju, mieście, a często nawet w swoim. Polecam świadomy udział – tak, udział, nie konsumpcję – świadome odkrywane.

 

Tak, podróże kształcą.

Zwłaszcza te artystyczne 😉

 

podróże artystyczne

 

P.S. fotki wnętrz – Muzeum Thyssen-Bornemisza w Madrycie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *