Pożyczone książki

Pożyczone książki

Książki. Pożyczone. Z biblioteki, od koleżanki, kolegi, szefowej. Leżą, leżą, i sobie czekają.

 

Mam kilka takich, na regale, uśmiechają się do mnie, a ja wciąż przekładam. Odkładam. Cholera, tu trzeba czytać! ; )

W pośpiechu XXI wieku, epoce mediów społecznościowych, przymusu konsumpcji oraz dążenia do ideału prosto z telewizora zapominamy, co to słowo.

Obrazki. Są wszędzie.

Portale prowadzi gimbaza, teksty zamienia w filmiki. Suweren lubi memy. Milenialsi youtuba. Klasa średnia torrenty, i czasem jakieś kino.

Prowadząc bloga, aktualizując profile na facebooku, zwracamy uwagę na zdjęcia. Dużo obrazków. Ładnych. Hygge, a co tam! Ciepłe kapcie, białe podłogi, a w ręku kubek z herbatą.

I Instagram. I Snapchat. Współczesna komunikacja to wyrwane z kontekstu frazy. Nielinearne. Bez porządnej narracji.

Trudno się więc dziwić, że nie tęskno nam do książek. Że czytelnictwo spada. Że ludzie nie chcą już czytać.

Równocześnie pojawiają się trendy, by słuchać. Opowiadacze bajek, historii, dla dzieci i dla dorosłych. Coś jak spotkania autorskie. Coś jak fragmenty w radio. Coś nawet jak audiobooki.

 

Dwa lata temu kolega z pracy podesłał mi taką ciekawą listę, która może zmotywować do czytania. Pewnie znacie. A może..?

IMG_40697_small

taka hygge-fotka :p

 

Ja podejmuję wyzwanie.

A Wy? 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *