W pułapce mediów społecznościowych. Fotografia

W pułapce mediów społecznościowych. Fotografia

Media społecznościowe, nieodłączny element Internetu w XXI wieku. Z założenia narzędzie, które umożliwia nam komunikację – wymianę informacji w formie pisemnej, video, obrazkowej. No właśnie. Obrazkowej. Czyżbyśmy wrócili do jaskiń, gdzie naskalne malowidła pozwalały w artystyczny sposób opowiedzieć o tym, co ważne, i wywołujące emocje? W pewien sposób – tak.

Internet

Piękno Internetu to przede wszystkim możliwość dotarcia do treści z każdego zakątka globu. W pierwotnej formie miło było czytać wiadomości w anglojęzycznych portalach, mailować, czatować, w końcu kupować, wymieniać się, konsumować.

Równolegle pojawiły się nowe możliwości, globalne serwisy służące wyłącznie komunikacji, zniknęły ograniczenia w wielkości wysyłanych plików. Aparaty w telefonach, a wkrótce potem smartfony stanowiły dopełnienie dla nowego trendu, a miliardy zwykłych ludzi w gorączce “być i pokazać się” instalowały aplikacje, by dumnie nosić nazwę “użytkownika”.

w pułapce mediów społecznościowych. fotografia

Celebryci

Pierwszy raz, gdy poczułam się obywatelką świata – i nie był to wyjazd za granicę, ani umiejętność zbudowania zdania w języku angielskim – to moment, gdy dowiedziałam się, że Ashton i Demi twittują. No wow, wiem 😀 Co prawda w tamtym okresie Mika Brzeziński zbuntowała się przeciwko czytaniu na wizji newsa o Paris Hilton (patrz tutaj), tabloidyzacja mediów była jednak tylko kwestią czasu.

W “realu” informacje o celebrytach mają zazwyczaj ściśle określoną formę – tradycyjne notki, wywiady i sesje w papierowych gazetach. Internet dał nam nowe możliwości – nadawca dzieli się swoim życiem, promuje swoje dzieła, czasem sprzedaje marzenia, a każda interakcja nakręca jego popularność. Odbiorca ma wreszcie szansę spojrzeć przez przysłowiową dziurkę od klucza, bez redaktorskich przekłamań i opracowań. Życie idola bez cenzury, relacja z pierwszej ręki.

Kamieniem milowym był z pewnością Big Brother, telewizyjne show, a za nim wysyp klonów, które na wiele lat opanowały zbiorową wyobraźnię (i zmarnowały ludziom w ***j czasu).

O ile jednak formula BB zakładała występ całkowicie anonimowych jednostek, które z czasem zyskiwały na popularności (ach te kariery w sejmie), o tyle internetowa rewolucja polegała w dużym stopniu na sprzedaży prywatności (lub pewnego jej wycinka) przez osoby powszechnie znane.

Ashton i Demi byli dla mnie prekursorami tego nowego trendu. Oto aktorzy rozpoznawalni na całym świecie komunikują się osobiście z całą resztą ludu, wystarczy że masz modem, komputer, i wolne popołudnie. W krótkim czasie podobną drogą poszło wiele gwiazd; dość powiedzieć, że jeśli nie masz dziś konta na fejsie, to jakby Cię nie było. W Hollywood to chyba aż nazbyt oczywiste.

w pułapce mediów społecznościowych. fotografia

Portale społecznościowe

Gdyby tylko Facebook nam wystarczył; no masz babo, jeszcze nam mało. Jednym z popularniejszych narzędzi jest dzisiaj Instagram, dość dobrze znany i u nas. Zrób zdjęcie, nakręć filmik, myk-filtry, i gotowe!

Album w telefonie, laptopie, na fejsie i na insta. Właściwie nie ma potrzeby, aby foty wywołać. Bo one nie są dla nas. Są tylko dla odbiorców. Mają wzbudzić emocje, konkretne reakcje, komentarze. Odbiorcy przeglądają bo czują potrzebę konfrontacji, i działa to zarówno, gdy “podglądamy” gwiazdę, jak i kolegę z podwórka na plaży w słonecznej Chorwacji. O najpopularniejszej na insta piosenkarce Selenie Gomez przeczytacie w ciekawym artykule na łamach Wysokich Obcasów. O dziewczynie, która wpadła w długi, bo podróżowała, by robić fotki na swój kanał – tutaj.

W całym tym bigosie kultury obrazkowej, memicznej, zanika jakaś nieuchwytna magia fotografii. Aparat w służbie mediów społecznościowych jest narzędziem, które służy pstrykaniu pod odbiorcę. Jedziemy na wycieczkę. Pstryk lustrzanka, pstryk komórka. Fejs. Obróbka pod fejsa. Insta.

Zastanawiałam się ostatnio, jakby to było, gdybym pojechała na wakacje bez smartfona, ze starą Nokią, i bez aparatu. I wiecie co? Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

w pułapce mediów społecznościowych. fotografia

Fotografia

To przecież takie normalne, że ludzie dzielą się swoimi przeżyciami. Kolekcjonują je. Poddają pod ocenę. I wyczekują reakcji.

Fotografia w mediach społecznościowych może pełnić oczywiście inne funkcje, takie jak promocja eventu, produktu czy usługi, zachęta do obejrzenia konkretnej strony, pretekst do opowiedzenia pewnej historii (np. profil Krótka Historia Jednego Zdjęcia).

Zwyczajowo jednak służy do pokazania siebie, tego, jak spędzamy czas wolny, jak i dokąd podróżujemy, co jemy, w co się ubieramy. Zwykłe czynności, właściwie proza życia, urastają do rangi wydarzeń, którymi chcemy się dzielić. Zdjęcia są estetyczne, albo i niedbałe, dobrze skomponowane, nieostre, ciekawe lub bez przesłania.

Wokół amatorskiego fotografowania szybko narosła nowa terminologia – selfie, dzióbki, filtry i apki – pojawiają się także trendy, np. planking czy whaling (o trendach więcej w tym artykule).

w pułapce mediów społecznościowych. fotografia

 

Co dalej?

Współczesny Internet bywa kopalnią mądrości, i bywa zagłębiem głupoty. Fotografia w służbie userów może intrygować, cieszyć, bawić, smucić. Niby jaskinia, a jednak. To my mamy wybór: czy pstrykać, a jeśli pstrykamy – czy dzielić się z innymi, i czy podglądać, czy może jednak wyłączyć komórkę, założyć wygodne buty, i przejść się na spacer do parku.

Tylko czy jeszcze tak potrafimy?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *