Recenzja książki „Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam/ Everything that is now, started there” Katarzyny Dworaczyk

Recenzja książki „Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam/ Everything that is now, started there” Katarzyny Dworaczyk

Wszystko nie jest książką terapeutyczną, raczej artystyczną, w bardzo minimalistyczny sposób. Ilustracje są pociągnięte lekkim konturem, raczej białe, z nielicznymi plamami koloru – pisze dziś u mnie gościnnie Agnieszka Czoska z portalu arytmia.eu.

 

Zaczyna się od „Mama opowiadała mi…”, żeby przejść do „pamiętam…”. „Ilustrowana książka pamiętania siebie” nie jest komiksem superbohaterskim, ale jej bohaterka i jednocześnie narratorka nosi na twarzy maseczkę (bardziej w stylu Zorro niż Batmana). Na okładce zamaskowane popiersie stoi na biurku albo warsztaciku pisarki, a może charakteryzatorki – kogoś, kto poskładał wspomnienia i rodzinne anegdoty w osobę.

 

Dworaczyk spisała ten remanent pamiętania siebie trochę dla innych dziewczyn. Dlatego, że w miarę dzielenia się swoimi dziwnymi, wstydliwymi, przykrymi i radosnymi wspomnieniami odkrywała, że podobne miało wiele kobiet. Mówi, że spotkała kilka, które jak ona bały się, że zostaną powołane do zostania świętymi. Wiele lizało baterie w dzieciństwie. W jakiś sposób „wspólne” okazują się pamięci o dojrzewaniu. Wspólnota doświadczeń stała się dla autorki bardzo ważna. Czy wobec tego chodzi o to siostrzeństwo? A może, że „wszystkie jesteśmy podobne w tym, że się różnimy”? Stykamy się mnóstwem zachowań z dzieciństwa, ale rozbiegamy w przeciwne bieguny pozostałymi. Jak pisze (gorzko) Masłowska „kobiety uwielbiają uciąć sobie partyjkę w mam tak samo (…) Ale niech raz która powie: mam zupełnie inaczej”… wtedy, oczywiście, wszystko trafia szlag. No więc nie, to osobiste zapiski. Punkty styczne, choć fascynujące, naprawdę nie oznaczają identyczności, a to, że poznamy czyjeś wspomnienia – że je zrozumiemy. I może stąd ta maseczka – ze świadomości, że „ja” jest zawsze nieprzezroczyste. Może właśnie to jest najciekawszym aspektem podobieństwa.

 

Dzieciństwo Kasi, bohaterki Wszystkiego, nie było do końca „katolickie, patriarchalne i pe-er-el-owskie, czyli depresyjno-opresyjno-represyjne” jak Wandy Hagedorn (Totalnie nie nostalgia), ale religia i wstyd (a z nimi obsesyjno-kompulsywne zachowania) były jego nieodłącznymi elementami. Liczyła co wieczór dobre i złe uczynki – żeby te pierwsze przeważyły. Eksperymentowała ze swoim dorastającym ciałem w łazience – do której zawsze dobijała się mama (domyślała się?). Konflikt z matką, która gdy dawała rodzinie nowe ręczniki, zostawiała dla siebie najjaśniejszy (wiadomo, że pozostali bardziej się brudzą) przebija z wielu, także najwcześniejszych, miniaturek Dworaczyk.

 

Wszystko nie jest książką terapeutyczną, raczej artystyczną, w bardzo minimalistyczny sposób. Ilustracje są pociągnięte lekkim konturem, raczej białe, z nielicznymi plamami koloru – ubrań, jedzenia, klocków. Wyraźnie wybija się spomiędzy nich ciemnozielona strona – Kasia w lesie. Pomorskie puszcze (akcja dzieje się w Gdyni), z bunkrami i innymi pozostałościami po wojnie, czasem nawet szkieletami, są  ważnym tłem tych historii. Albo to ja odnoszę takie wrażenie – też je znam, to jedno z moich mam tak samo. Poza nimi i żółto-niebieską SKMką przestrzeń rozpływa się za bohaterką białą plamą. Jakoś się w niej jednak nie gubi, zapamiętane ciuchy i zabawki wystarczą, by zatrzymać ją w miejscu.

 

Przy całej intymności, otwartości książki Dworaczyk i fakcie, że wybebesza tu czasami swoje dzieciństwo i dojrzewanie, szokujący i wkurzający jest blurb od Eichelbergera nazywający ją „uroczą i pouczającą książeczką”. Albo kogoś zmyliły lekkie i jasne obrazki, albo Wszystko ma naprawdę sporo wspólnego z Nostalgią: mądrzy, prominentni panowie widzą je jako niezbyt ciekawe, zupełnie nieuniwersalne wspomnienia jakiejś pani. Coś jak autobiograficzna Kalicińska, tylko nawet nudniejsza. Mam nadzieję, że będzie dodruk i zobaczę zamiast powyższego opinię Hagedorn albo Olgi Wróbel.

 

Katarzyna Dworaczyk w realu jest self-made-woman. Jako trenerka komunikacji prowadzi zajęcia dla biznesu, przedszkolaków i starszaków na emeryturze. Wydała Wszystko własnym sumptem, jako edytorka z wykształcenia także same je sobie złożyła. Osiągnęła nakład godny pierwszoligowego polskiego wydawnictwa komiksowego i jeszcze zostało jej sporo egzemplarzy. Zacznijmy więc akcję „zmienić blurb” od wykupienia tych, które zalegają jej w domu. Wszystkie będą miały ręcznie wpisane numery, dla każdego kupującego osobno. Chcecie. Zobaczcie, jakie wspomnienia dzielicie, a poza tym – cieszcie się maseczką. Kupicie od autorki (http://grl.zone/kup) lub w poznańskiej Zemście (https://zemsta.org/pl/p/Wszystko%2C%2C-co-jest-teraz%2C-zaczelo-sie-tamEverything-that-is-now%2C-started-there-Katarzyna-Dworaczyk/2675).

 

Agnieszka Czoska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *